czwartek, 18 lipca 2013

2# Przedstawienie

Rano obudziły mnie odgłosy nucącej przyjaciółki pod prysznicem. Wstałam ubrałam na siebie zieloną sukienkę, która tak bardzo się jej podobała i czerwone balerinki, ładnie komponujące się z moimi paznokciami w podobnym odcieniu i rudymi włosami . Podeszłam do okna i otworzyłam je, po czym lekki podmuch jesiennego wiatru pofalował moimi włosami. Lubiłam ten widok, zapracowani ogrodnicy, grabiący co chwilę spadające na ziemię liście. Widok profesor Deledor przechadzającej się po ogrodach i serdecznie pozdrawiającą wszystkich swoim szczerym uśmiechem. Była moją ulubioną nauczycielką w tej szkole i co za tym idzie bardzo cenioną dyrektorką. Każdy z uczniów wiedział, że zawsze może na niej polegać. Uczyła obrony magii. Lubiłam ten przedmiot i można powiedzieć, że byłam w nim całkiem dobra. Deledor jak nikt innym potrafiła zainteresować nas przedmiotem, robiła dużo praktyk z obrony, ale była także bardzo wymagająca i surowa.
Ogólnie nie przepadałam za nauczycielami, zresztą z wzajemnością, można by rzec, że jestem całkowitym przeciwieństwem Abbie. Ona uwielbia nauczycieli i naukę. Jest energiczna, romantyczna i niewyobrażalnie piękna. Jest to zasługa jej przystojnego ojca czarodzieja i matki wróżki z genami elfów. Nigdy nie widziałam piękniejszej istoty od Abbie ale nie było to aż tak istotne, bo moja przyjaciółka miała coś, co wyróżniało ją od innych. Miała szczere, złote serce dla każdego! Owszem lubiła się spierać, a raczej udowadniać, że ma rację ale mimo wszystko, każdy zawsze mógł na niej polegać, przez co bywałam czasem o to zazdrosna, bo można by rzec, że każdy był jej przyjacielem. Czułam się często zagrożona, że zejdę na boczny plan, co było bardzo głupie i wiem, że nawet gdy ona się przeprowadzi to, to nigdy się nie stanie, bo łączy nas coś wyjątkowego, coś co nazywa się pokrewieństwo dusz. Nikt nie rozumie mnie tak jak ona i co trudniejsze, nikt nie rozumie jej tak jak ja. Ja jestem raczej osobą przejrzystą, natomiast Abbie jest całkowicie skryta i tajemnicza i wiem, że nikt nigdy by nie określił jej w taki sposób, tylko raczej za przyjacielską, duszę towarzystwa, odważną, energiczną, ale nie skrytą. Problem polegał jednak na tym, że te osoby znały ją powierzchownie i z całą pewnością nie tak jak ja . Czasami zastanawiam się, czy ona sama zna się na tyle dobrze, co ja ją, ale to działa oczywiście w oby dwie strony.
                Gdy Abbie wyszła z łazienki wyglądała już normalnie. Normalnie jak na nią. Jej dawne włosy wróciły na swoje miejsce i tym razem były upięte ciasno w koka, a pomiędzy nimi powsadzane były pałeczki, tylko jej prosta grzywka mogła swobodnie opadać na czoło. Jak się domyśliłam dziś ubierała się orientalnie. Różowe, długie kimono z kwiecistymi zdobieniami, nadzwyczaj ładnie na niej leżało, do tego założyła zielone koturny. Na mój widok westchnęła.
-Przeze mnie nic się wczoraj nie nauczyłaś. Przepraszam cię Bel – powiedziała i zaczęła pakować różne rzeczy do torebki, lub czymkolwiek była ta zgnito zielona chusta poskładana i zawiązana na samym końcu.
-Nic nie szkodzi, dziś i tak jest sobota, będę miała cały dzień – Oparłam, ale prawda była taka, że wolałabym dzisiaj gdzieś wyjść. Jednak nie mogłam obwiniać Abbie za to co się stało. Przecież to nie jej wina.
-Czyli nie wychodzisz dzisiaj z nami do teatru? – Spytała zdziwiona, a w jej głosie można było wyczuć nutkę troski. Trzeba wam jednak wiedzieć, że teatr w świecie magii to coś znacznie innego. Władają nim głównie wróżki. Przedstawienia tam są niepowtarzalne i wyjątkowe. Scenografia, gra aktorska i wiele innych jest wręcz nie do opisania, ale według mnie najpiękniejsze jest oświetlenie i muzyka. Tysiące, a nawet miliony świetlików zapewnia cudowną atmosferę całemu przedstawieniu. Natomiast muzyką zajmują się elfy. Te piękne istoty są wręcz do tego stworzone. Każde z nich ma niesamowity głos i talent muzyczny.
-Żałuję, ale pójdę innym razem- Szczerze odparłam. Naprawdę chciałabym zobaczyć jak odgrywają dzwoneczka, ale wiem, że jeśli nie zaliczę przemiany materii zwykłej na ożywioną, nie mam co liczyć na piątkę u profesora Holca. Uczył on magii w praktyce ale według mnie większość to były tylko naprawdę niepotrzebne zaklęcia, które nigdy w życiu nam się nie przydadzą.
                Abbie przyjrzała mi się  uważnie, po czym zaproponowała, że może ze mną dzisiaj zostać i pouczyć się razem. Odmówiłam. Nie chciałam, żeby przeze mnie zmarnowała sobie cały dzień, a może akurat jeszcze zdążę na przedstawienie? W końcu zaczyna się ono dopiero o osiemnastej, a teraz dochodziła dziewiąta.
                Gdy tylko wyszła, do naszego pokoju jak wicher wparowały Amelia i Melania. Były bliźniaczkami jednojajowymi, ale mogłabym przysiądź, że czasem zachowywały się jak bliźnięta syjamskie. Gdzie była jedna, tam i druga. I tak od zawsze! Nie żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało. Lubiłam je. Miały swój specyficzny urok ale często bywały męczące. Mogły rozmawiać bez końca, o wszystkim i o niczym, ale głównie o tym drugim, bo nie były zbyt bystre, więc nie miały dużo mądrych rzeczy do powiedzenia. Tak było i teraz.
-Abbie powiedziała, że z nami nie idziesz! – Powiedziała Mel, ale zabrzmiało to jak wyrzut. Jakby to była moja wina.
-No weź wyluzuj, zdążysz jeszcze się pouczyć, a takiej wersji dzwoneczka już w tym roku nie zagrają- Przerwała jej Amelia. To z całą pewnością była prawda, ale nie miałam za bardzo ochoty tego słuchać, więc grzecznie wyprosiłam dziewczyny z pokoju. Chciałam teraz zostać sama i jak najszybciej uporać się z materiałem, ale najwyraźniej zbyt wiele oczekiwałam. Minęło kilka minut nim w moim pokoju pojawił się Kevin z wyrazistym grymasem na twarzy. Spiorunował mnie wzrokiem.
-Serio? Akurat teraz?! Może chociaż raz przestałabyś być egoistką i pomyślała o mnie! Z kim ja mam niby iść na tą premierę? Jeśli pojawię się sam to wyjdę na totalną ofiarę losu- właśnie w takich chwilach jak ta, zastanawiałam się dla czego z nim jestem. Przecież to było widoczne gołym okiem, że kocha siebie bardziej ode mnie, lecz najwidoczniej mi to pasowało, bo mimo wszystko, coś do niego czułam. Może to sposób w jaki się uśmiechał, albo jak układał włosy lub po prostu sam styl bycia, ta nie osiągalność i perfekcja zachwycały mnie do szaleństwa. Niestety nie da się ukryć, że jest narcystyczny. Ostatnio nim się wyzbierał, musiałam na niego czekać przynajmniej pół godziny. Tłumaczył, że nie nałożył odpowiedniej ilości pianki na włosy, a w oklapniętych w życiu by się nie pokazał. Nie wiem po kim on to odziedziczył. Jego rodzice byli bardzo szanowani, kiedyś nawet uczyli w naszej uczelni. Lubiłam ich. Jego starszy brat też był niczego  sobie, ale raczej nigdy nie utrzymywałam z nim z byt bliskich kontaktów. Rozmawialiśmy raz, czy dwa razy, mimo to sprawił wrażenie inteligentnego i oczytanego czarodzieja. W zasadzie całkowicie przeciwnego Kevinowi
Kevin dalej patrzył na mnie pretensjonalnym wzrokiem, jakby oczekiwał ode mnie przeprosin. W zasadzie nie wiedziałam nawet o czym mówił przez ostanie dwie minuty ale to nie było istotne, bo i tak wiem, że dotyczyło jego osoby.
-Ty mnie nawet nie słuchasz!- Dodał urażony. Westchnął głęboko, poprawił włosy i wyszedł. Tak po prostu. Jego nie interesowała moja przyszłość, to że muszę się uczyć, dla niego najważniejszy był on sam. Spojrzałam w lustro. Na nic lepszego nie było mnie stać, mimo wszystko wolałam z nim zerwać. Jeszcze nie teraz, ale miałam to w planach. Nie jestem typem romantyczki, nie wierzę w wieczną miłość i tym podobne ale chciałabym choć raz się zakochać i to tak bezgranicznie, oczywiście z wzajemnością, zresztą kto by tak nie chciał?

                Otworzyłam ogromną księgę zaklęć i spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem, jakbym prosiła ją, żeby mnie wszystkiego nauczyła w przeciągu dwóch minut. Była obita delikatną, brązową skórą i miała pozłacane brzegi. Wszystkie księgi w szkole, choć były stare to i tak w idealnym stanie. Najbardziej jednak intrygowała mnie księga zaklęć zakazanych, która była u profesor Deledor pilnie strzeżona.
Jednak jako jedna z nielicznych, wiedziałam jak ją dostać i zamierzałam to wykorzystać, by poznać magię w nieco inny sposób...

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawie piszesz. Czytając to czułam się jakbym czytał książkę wykwalifikowanego pisarza! Na prawdę w twoim stylu pisania jest to "coś" co wszystkich przyciąga. Ty masz talent i musisz go rozwijać. Gdy będziesz ćwiczyć, rozwijać się, czytać coraz więcej książek to przyszłości możesz zostać kim sławnym. Możesz być naprawdę bardzo dobra! Praktycznie już jesteś!
    liczi-or-liczi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział... z niecierpliwością czekam na kolejny ^^

    zapraszam do mnie ;)
    http://anuula.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie! :)
    czekam na dalsze rozdziały :)
    obserwuję przez google +

    http://zaczytanakasia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. no ciekawe czy dostanie się do tej księgi.. ^^ ciekawe to, pisz dalej, będę czytać :D
    mam nadzieję, że moje też będziesz czytać, tak jak powiedziałaś, oczywiście jest nadrabianie, ale dzisiaj dodam jeszcze może 1, 2 rozdziały i przez 2 tygodnie nie bd dawać, bo jutro jadę na kolonie, więc bd czas :) :*
    www.lovatione.blogspot.com :*

    OdpowiedzUsuń